niedziela, 29 maja 2016
Informacja
Muszę was poinformować, że następny rozdział pojawi się max. 18 czerwca. Możliwe, że dodam wcześniej, ale nic nie obiecuje. Powodem jest moją sytuacja z niemieckim. Mam tzw. "wojnę" z moją nauczycielką. Oblała mi sprawdzian, który napisałam chociaż na 3. Moja korepetytorka sama zgodziła się, że nie powinna mi wstawić takiej oceny, dlatego teraz z nią walczę. Narazie nie mam myśli na pisanie dalej. Jak mi się uda wszystko wyjaśnić, wstawię rozdział. Wybaczcie, ale sami rozumiecie, że za chwilę koniec roku i muszę walczyć o dobrą ocenę. Jeszcze raz przepraszam.
sobota, 21 maja 2016
Rozdział 2
Po dwóch dniach podróży, wreszcie można było zobaczyć port Kraju Ognia. Sasori i Kisame wyszli z kajuty i stanęli przy barierce, patrząc na okolicę.
-Ładnie tu - powiedział Kisame.
-To prawda.
Gdy statek stanął, władcy zeszli po schodach i podążyli dalej piechotą. Po 15 minutach zobaczyli górę, na której były wyryte twarze poprzednich władców. Przy bramie stała młoda kobieta ze świnką na rękach.
-Witam. -Skłoniła się nisko. - Królowa oczekuje Kazekage. Mizukage, kwatera jest dla Pana gotowa.
-Dziękuję -powiedzieli równocześnie. Spojrzeli na siebie i zaśmiali się cicho. Gdy Kisame poszedł wraz z jednym z ANBU do przyszykowanej kwatery, Sasori podążyły za Shizune, do posiadłości królowej Tsunade. Gdy dotarli na miejsce, blondynka czekała już na nich.
-Kazekage, cieszę się, że zgodziłeś się przybyć - powiedziała mocnym głosem.
-Jestem ciekaw, w czym jestem Ci potrzebny - powiedział, siadając na jednym z foteli. Tsunade zrobiła to samo, podając mu jeden z dokumentów.
-Jak pewnie słyszałeś, grozi nam wojna domowa z klanem Uchiha. Chcę zrobić wszystko by do tego nie doszło. Potrzebuję twojej pomocy, Kazekage. Chcę byś przyprowadził tu kilku swoich ludzi, by pilnowali Uchiha, kiedy ja będę z nimi negocjować.
Sasori spojrzał na dokument, później na królową, odkładając papier.
-Co będę z tego miał? Nie ma nic za darmo w tym świecie - powiedział spokojnie.
-To zależy od ciebie, Królu.
Czerwonowłosy zastanawiał się chwilę, nim ktoś zapukał do drzwi.
-Wejść! - krzyknęła blondynka.
Do pomieszczenia wszedł czarnowłosy shinobi. Jego strój mówił, że pochodzi właśnie z klanu Uchiha. Miał włosy spięte w kitkę i czarne oczy. Sasori zmarszczył brwi i uśmiechnął się.
-Chcę jego.
Królowa spojrzała na niego zszokowana, a chłopak, trochę zdziwiony, patrzył to na Tsunade, to na Sasoriego.
-Słucham? - spytała.
-Na pewno Hokage słyszała. Chcę tego chłopaka. Jeżeli mi go dasz, zapewnię Ci moją pomoc. - Spojrzał swoimi brązowymi oczami na bruneta. - Jak masz na imię?
-Itachi Uchiha - odpowiedział.
Sasori uśmiechnął się pod nosem. Będzie miał wspaniały prezent dla Kisame, jeżeli Królowa się zgodzi.
-Królowo, mogłabyś mi powiedzieć, czemu klan Uchiha chce zapoczątkować wojnę domową?
-Uważają, że rada im nie ufa i chcą mieć większy status w kraju. Nie chcą być odizolowani, jak do teraz - powiedziała, patrząc na mężczyznę.
-Dobrze ich rozumiem. Też bym nie chciał tak żyć. Tak jak powiedziałem, pomogę wam, jeżeli dacie mi Itachiego.
Tsunade popatrzyła się w sufit, po czym westchnęła.
-Zgadzam się, ale ostateczne zdanie ma Itachi. Tu o niego właśnie chodzi. - Spojrzała na bruneta. - Itach, jakie jest twoje zdanie? Pomożesz Konoha i uratujesz życie niewinnych ludzi?
sobota, 14 maja 2016
Rozdział 1
Kisame stał przy lustrze, nakładając na siebie czarną pelerynę z czerwonymi chmurami. Przeczesał ręką włosy i zabrał swój miecz, nakładając go na plecy. Zszedł na dół, prosto na dziedziniec, gdzie czekał już na niego Sasori. Podszedł do Suigetsu, który od razu się ukłonił.
-Pod moją nieobecność, Deidara wydaje rozkazy. Macie się go słuchać, czy to zrozumiałe?
-Oczywiście, panie. - Ukłonił się nisko.
-To dobrze, możesz odejść.
Poszedł do przyjaciela, który żegnał się czule z mężem.
-Macie wrócić cali i zdrowi - powiedział blondyn, patrząc na nich.
-Oczywiście kochanie. Wrócimy najszybciej jak to możliwe. - Czerwonowłosy pocałował go w usta i pogłaskał nadal płaski brzuch. Wsiedli do pojazdu, który miał ich dowieźdź do statku, który prostą drogą zawiezie ich do Kraju Ognia. Pomachali Deidarze i wyjechali z posiadłości Kisame. Niebieskowłosy oparł się plecami o oparcie i spojrzał na przyjaciela.
-Po co dokładnie jedziemy?
Sasori westchnął i wygodniej się rozsiadł.
-Królowa Tsunade prosi mnie o pomoc. Chce, bym przydzielił jej moich ludzi, aby nie wydarzyła się wojna domowa.
-Zgodzisz się? - spytał, patrząc na okolicę.
-Mogę się zgodzić, ale będę musiał dostać coś w zamian.
Weszli na statek, rozmawiając z kapitanem. Kisame wszedł do swojej kajuty i usiadł przy okrągłym stole, na którym znajdowały się mapy. Po chwili dołączył do niego Sasori.
-O czym tak myślisz, przyjacielu? - spytał, zaplatając ręce przed sobą.
-Przypomniał mi się chłopak, którego spotkałem 11 lat temu. Pochodził z Konohy.
-Doprawdy? Opowiedz mi o nim.
-Był bardzo kruchy. 11 lat temu przyjechał do Kraju Mgły wraz z trzecim Hokage.
-Trzecim królem Kraju Ognia? No, ciekawie.
Kisame oparł się o oparcie krzesła i uśmiechnął się mimowolnie.
-Pochodzi z najsilniejszego klanu w Konoha. Klan Uchiha. Miał niewinne czarne oczy, oraz czarne włosy, związane w małą kitkę. Był bardzo uroczy. Chciałbym go jeszcze raz zobaczyć.
-Może ci się uda - powiedział Sasori. -Będziemy tam przez jakiś czas.
-Tak, ale chciałbym aby był przy mnie. Już wtedy coś do niego poczułem i bardzo nie odpowiadało mi, by wyjeżdżał.
Sasori zaśmiał się i wstał z krzesła.
-Nie możesz mieć wszystkiego, Kisame, pamiętaj.
-Tak, wiem - westchnął i spojrzał na mapy. Co by zrobił, aby ten chłopak mógł być jego...
Kisame leżał na łóżku i patrzył przed siebie. Sasori siedział na krześle i pisał jakiś dokument, mamrocząc coś pod nosem.
-Pamiętasz, jak byłem w Kraju Skały? - spytał niebieskowłosy, patrząc na przyjaciela. Sasori odłożył pióro i uśmiechnął się pod nosem.
-Oczywiście, przyjacielu, jak mógłbym zapomnieć. To wtedy poznałem Deidarę.
-Gdy go stamtąd zabrałem, nie myślałem, że będzie twoim mężem.
-No widzisz, życie lubi zaskakiwać.
-Cieszysz się prawda?
-Oczywiście. Mam teraz rodzinę. Na nic bym ich nie zamienił.
Kisame zamknął oczy i westchnął. Zazdrościł przyjacielowi. Oby i on sobie szybko kogoś znalazł. Oczywiście, wolałby, by był to chłopak z Konohy.
niedziela, 8 maja 2016
Prolog
Oto i kolejne opowiadanie, tym razem Kisame x Itachi. Mam nadzieje, że przypadnie wam do gustu.
Opowiadanie betuje Bogna Błaszak.
Opowiadanie betuje Bogna Błaszak.
Niebieskowłosy mężczyzna siedział w miękkim fotelu, podpisując dokumenty dotyczące pokoju z krajem ognia. Usłyszał pukanie do drzwi, więc oderwał wzrok od papierów i spojrzał na drzwi.
-Wejść! - powiedział władczym tonem. Drzwi otworzyły się i ukazała się w nich biała czupryna. Suigetsu wszedł do środka i skłonił się nisko.
-Panie, Kazekage Sasori przybył. - Mizukage wstał ze swojego miejsca i nałożył na siebie czarną pelerynę z czerwonym chmurami.
-Dziękuję, poinformuj kucharza by przyszykował jedzenie i przygotuj pokój dla gości - powiedział i wyszedł ze swojej komnaty. Zszedł po schodach i wyszedł na dziedziniec, gdzie zobaczył swoich przyjaciół.
-Sasori, Deidara jak miło was widzieć. - Podszedł do nich, uścisnął dłoń Kazekage i pocałował wierzch dłoni Deidary. - Co was do mnie sprowadza?
Sasori objął ramieniem swojego małżonka i uśmiechnął się do przyjaciela.
-To nie miejsce na takie rozmowy. Wejdźmy do środka i na spokojnie, przy stole, porozmawiajmy.
-Oczywiście.
Weszli do wielkiego zamku i skierowali się w stronę jadalni, gdzie na stole już leżały pachnące potrawy. Sasori pomógł usiąść ukochanemu i sam usiadł koło niego. Kisame usiadł naprzeciwko nich. Blondyn od razu poprosił służących o potrawę.
-To coś ważnego, Sasori? - spytał trochę zaniepokojony.
-Nic takiego przyjacielu. Chciałbym cię prosić, byś wraz ze mną pojechał do Kraju Ognia.
-Oczywiście. Domyślam się, że Deidara zostaje tutaj.
Sasori uśmiechnął się i pocałował policzek blondyna, który był bardziej zainteresowany jedzeniem, niż ich rozmową.
-Tak, chcę, by tu został. Jest w 9 tygodniu ciąży i nie chcę, by ze mną tak daleko podróżował.
-Będzie się tu czuł jak u siebie.
-Dziękuję, przyjacielu.
-Kiedy wyruszamy?
-Jutro nad ranem. Jeżeli się zgodzisz, chciałbym odpocząć po podróży tutaj.
-Ten zamek jest dla was szeroko otwarty. Możecie tu przychodzić kiedy chcecie.
Do pomieszczenia wszedł białowłosy i skłonił się nisko, nim podszedł do Kisame.
-Panie, pokój jest gotowy.
-Dziękuję Suigetsu. Możesz odejść.
-Oczywiście.
Kisame spojrzał na przyjaciół i uśmiechnął się, nim wstał ze swojego miejsca.
-Służący zaprowadzi was do pokoju. Dobrej nocy życzę.
-Nawzajem, Kisame - odpowiedział Deidara z uśmiechem.
- Jutro o 6 wyruszamy.
-Będę gotowy.
sobota, 30 kwietnia 2016
Epilog
Wszyscy siedzieli na korytarzu czekając na lekarza. Właśnie przebiegał zabieg Itachiego, uwalniający go od białaczki. Każdy z nas siedział jak na szpilkach. Zobaczyłem przed sobą kubek z ciepłą czekoladą. Wziąłem go do ręki i uśmiechnąłem się wdzięcznie do Sasoriego. Usiadł koło mnie i pocałował w czoło.
-Wszystko będzie dobrze, zobaczysz - powiedział cicho.
-Oby.
Po godzinie zza szklanych drzwi wyszedł szarowłosy lekarz w okularach. Wszyscy wstaliśmy jak jeden mąż. Sasuke podszedł bliżej lekarza.
-Co z moim bratem? - spytał.
Lekarz uśmiechnął się, głaszcząc go po głowie.
-Wszystko poszło pomyślnie. Nie zagraża mu już nic złego. Będzie dobrze.
Siedzieliśmy w pokoju Itachiego, który po 30 minutach wybudził się. Każdy był szczęśliwy, a sam brunet płakał ze szczęścia. Kisame siedział koło niego i tulił do siebie, co pokazywało, że się pogodzili. Bardzo się cieszyłem z ich szczęścia. W jednej chwili poczułem obecność Hidana. Zobaczyłem, że pokazuje mi drzwi, więc przeprosiłem wszystkich i wyszedłem na korytarz.
-Hidan.
-Na mnie już czas Dei.
-Co? - Nie rozumiałem go.
-Udało mi się pokazać ci, że życie jest wspaniałe. Wyzdrowiałeś, masz wspaniałych przyjaciół, brata i ukochanego chłopaka. Ja już nie jestem Ci potrzebny. - Uśmiechnął się do mnie.
-Hidan, ja nie chcę, byś odchodził!
-Ja też nie, ale muszę. Lecz nie musisz się martwić, bo zobaczymy się po drugiej stronie.
Poczochrał mi włosy i zniknął. Już na zawsze w moim życiu.
Całe moje życie było wspaniałe. Resztę mojego życia spędziłem u boku Sasoriego i mieliśmy cudowne dzieci. Wszystko było piękne, a teraz stoję przed drzwiami w jakimś korytarzu. Nie mam swoich 70 lat, ale 20. To tak, jakbym wypił eliksir młodości. Otworzyłem drzwi i zobaczyłem wielu ludzi. Po chwili poczułem czyjąś rękę na moim ramieniu. Odwróciłem się i zobaczyłem Hidana.
-Witaj po drugiej stronie, Dei. - Uśmiechnął się do mnie.
-Hidan, tak bardzo tęskniłem. - Przytuliłem go.
-Ja również. Chodź, zaprowadzę Cię do innych.
Zaprowadził mnie do innego pomieszczenia gdzie byli oni. Itachi, Kisame, Konan, Naruto i mój ukochany Sasori. Wreszcie mogę ich znowu zobaczyć. Podbiegłem do nich i mocno każdego przytuliłem.
-Witaj z powrotem, Dei - powiedział Sasori, całując mnie.
I nawet po śmierci mogę być wśród najbliższych osób.
i oto koniec. Przepraszam, ale wydaje mi się, że to opowiadanie mi nie wyszło. Straciłam na nią wenę i dlatego tak szybko się skończyło, bo nie chciałam pisać głupot. Następne opowiadanie postaram lepiej napisać. I teraz decyzja należy do was. Chcecie SasoDei czy KisaIta?
sobota, 23 kwietnia 2016
Rozdział 11
Siedziałem na podłodze i wkładałem swoje rzeczy do torby. Właśnie dzisiaj wychodzę ze szpitala i wracam do Naruto. Uśmiech sam cisnął mi się na twarz. Wreszcie wracałem do domu. Usłyszałem pukanie do drzwi i nim odpowiedziałem, do środka weszła szczęśliwa Konan. Koło niej była niebieska torba.
-Gotowy na powrót do domu? - spytała.
-Od dawna - zaśmiałem się i wstałem z podłogi. Przerzuciłem torbę i wyszliśmy z mojego, już byłego, pokoju. W holu stał Sasori oraz Naruto.
-Widzę, że cieszysz się, że wracasz do domu - powiedział Naruto.
-Nie mogę się doczekać, by spać w swoim łóżku.
Spojrzałem na Sasoriego i z uśmiechem podszedł do niego, mocno przytulając.
-Cieszę się, że wreszcie wychodzisz - powiedział.
-Ja także. - Uśmiechnąłem się. - Stęskniłem się za domem.
Sasori zaśmiał się i pocałował mnie w czoło, co zaowocowało moim rumieńcem.
-Jedziesz dzisiaj do szpitala? - spytał.
-Tak, jak dobrze pamiętam, to Kisame też będzie.
-Przyjadę po ciebie i razem pojedziemy. Chcę porozmawiać z Itachim.
Po dotarciu do domu i wypakowaniu się, zjadłem obiad zrobiony przez Naruto. Tęskniłem za jego wypiekami. Rozmawialiśmy, jakby nie mało być jutra. Mieliśmy dużo do przedyskutowania. Po godzinie przyjechał Sasori, by zabrać nas do szpitala.
-O czym chcesz z nim porozmawiać? - spytałem, zapinając pas.
-Chciałbym go przeprosić za moje zachowanie.
Uśmiechnąłem się i złapałem go za rękę. Cieszyłem się, że wreszcie zdobył się na odwagę, by porozmawiać z brunetem. Gdy dojechaliśmy, Sasori zapłacił za parking i wyszliśmy z samochodu. Czerwonowłosy złapał mnie za rękę, na co zarumieniłem się, ale nie wyrwałem jej. Weszliśmy do szpitala i wsiedliśmy do windy. Gdy drzwi chciały się zamknąć, w ostatniej chwili wszedł niebieskowłosy chłopak.
-Kisame - powiedziałem szczęśliwy. Jak dobrze było go widzieć
-Deidara, jak miło Cię widzieć. - Uśmiechnął się, przytrzymując wacik w zgięciu łokcia.
-Sasori to jest Kisame, przyjaciel Itachiego, który jest dawcą.
-Miło Cię poznać. - Brązowooki podał rękę, którą złotooki uścisnął.
-Mi również. Idziecie do Itachiego? - spytał.
-Tak, chcemy go odwiedzić.
Rozmawiając, wyszliśmy z windy i skierowaliśmy się w stronę pokoju bruneta. Stanęliśmy przed drzwiami.
-Kisame, może pierwszy wejdź. Pewnie macie dużo do przegadania.
-Masz rację, dlatego długo nam to zajmie, więc wejdźcie pierwsi.
Pokiwałem głową nie chcąc się kłócić i wraz z Sasorim weszliśmy do środka. Itachi siedział na łóżku, czytając jakąś książkę. Gdy nas zobaczył, uśmiechnął się blado.
-Itachi, jak się czujesz? - spytałem, podchodząc do łóżka. Sasori stanął pod oknem, nie chcąc nam przeszkadzać, albo przygotowywał się mentalnie na rozmowę.
-Nie marudzę, ale wolałbym być w domu - zaśmiał się.
- Już niedługo wrócisz do domu, na pewno.
-Zobaczymy, czy znajdą dawcę.
- Już znaleźli. Jest za drzwiami i czeka, aż wyjdziemy, więc będziecie mogli porozmawiać - powiedziałem szczęśliwy. Widziałem jego zdziwienie, ale też ulgę.
-Na pewno? - spytał, niedowierzając.
-Oczywiście. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Dodatkowo Sasori chciał z tobą porozmawiać. - Spojrzałem na chłopaka z uśmiechem. Itachi również spojrzał na niego - Zostawię was. - Wstałem z krzesła i wyszedłem na korytarz, gdzie siedział Kisame. Usiadłem koło niego.
-Jak się czuje? - spytał.
- Dobrze, jest nadal bardzo blady, ale trzyma się.
-To dobrze. Ważne by miał dobre samopoczucie.
-Na pewno poprawi mu się humor, gdy Ciebie zobaczy.
-No nie wiem - mruknął.
-Zobaczysz.
Po 10 minutach z pokoju wyszedł Sasori. Podszedł do nas, a ja wstałem i spojrzałem na niego wyczekująco.
-I jak? - spytałem.
Czerwonowłosy spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Wybaczył mi.
-To wspaniale! - Przytuliłem go mocno.
-Też się cieszę. Ulżyło mi.
Kisame z małym uśmiechem wstał i podszedł do drzwi.
-To trzymajcie kciuki, by mi też dobrze poszło.
-Na pewno wszystko będzie dobrze.
Niebieskowłosy otworzył drzwi i wszedł do środka. W ostatniej chwili zobaczyłem szok na twarzy bruneta.
-Chodź, wracamy do domu - powiedziałem, ciągnąc go za sobą.
sobota, 16 kwietnia 2016
Rozdział 10
Siedziałem na plastikowym krzesełku, trzymając w ręce kubek z czekoladą. Patrzyłem w brązową ciecz, która kolorem przypominała oczy Sasoriego. Uśmiechnąłem się i upiłem duży łyk. Wyrzuciłem pusty kubeczek do kosza i zapukałem do drzwi, gdzie leżał Itachi.
-Proszę. -Usłyszałem głos Sasuke.
Otworzyłem drzwi i po cichu wszedłem do środka. Zobaczyłem śpiącego chłopaka, a Sasuke siedział obok niego na krzesełku i trzymał jego bladą rękę w swojej mniejszej. Podszedłem i usiadłem koło młodszego Uchihy.
-Co mówi lekarz?
Sasuke spojrzał na mnie swoimi czarnymi oczami, nim wrócił wzrokiem na brata.
-Lekarz mówił, że ma coraz mniej czasu. Jeżeli dawca nie znajdzie się w ciągu miesiąca… - Usłyszałem podciąganie nosem. Niepewnie objąłem go ramionami. Sasuke przylgnął do mnie, głośniej płacząc.
-Nie martw się, robię wszystko wraz z bratem, by odnaleźć tego chłopaka.
Brunet odsunął się ode mnie, wycierając rękawem łzy.
-Kisame jest jedyną nadzieją. Ma bardzo podobną krew co Itachi. Kiedyś brat potrzebował transfuzji krwi, ale żadna nie była zgodna. Dopiero krew Kisame się nadawała. Jeżeli odnajdziecie go i zgodzi się pomóc, życie Itachiego będzie uratowane.
Po godzinie wyszedłem z pokoju Itachiego. Sasori przyszedł ze mną, bym przypadkiem się nie zgubił. Podszedłem do niego.
-Napewno nie chcesz wejść? - spytałem.
-Nie… nie jestem jeszcze gotowy.
-Rozumiem.
-Wracamy? - spytał, wstając z plastikowego krzesełka. Pokiwałem głową i razem wyszliśmy ze szpitala. Śmieszne było to, że dwa szpitale były bardzo blisko siebie. Na parkingu zobaczyłem czarny samochód Naruto. On sam wysiadł z auta i z uśmiechem na twarzy podszedł do nas.
-Naruto. - Przytuliłem go najmocnie,j jak potrafiłem. On również odwzajemnił uścisk, śmiejąc się donośnie.
-Witaj braciszku. Mam dla ciebie ważną wiadomość.
Puściłem go i spojrzałem na niego wyczekująco.
-Jaką? Jaką?
-Znalazłem tego chłopaka, o którego mnie prosiłeś.
-Naprawdę?!
-Tak. Zadzwoniłem do niego i umówiłem CIę z nim na rozmowę w kawiarni koło naszego domu na 13:30.
-Naruto, dziękuję. Jesteś najlepszy.
-Wiem przecież.
Zaśmialiśmy się i spojrzałem na Sasoriego.
-Sasori, proszę, muszę się z nim spotkać. Tylko on może uratować Itachiego.
Czerwonowłosy patrzył na mnie przez chwilę, nim pokiwał głową.
-Dobrze, możesz się z nim spotkać, ale zawiozę Cię tam.
Uśmiechnąłem się szeroko i mocno go przytuliłem. Sasori odwzajemnił uścisk i tak staliśmy przez jakiś czas. Chwilę później pocałował mnie w czubek głowy i odsunął się.
-To chodźmy, jeżeli nie chcesz się spóźnić.
Siedziałem przy stoliku i patrzyłem przez okno. Stamtąd widziałem czerwony samochód Sasoriego.
Usłyszałem dzwoneczek, który oznajmiał nowego klienta. Spojrzałem tam i zobaczyłem niebieskowłosego chłopaka ze złotymi oczami. Uśmiechnął się do mnie i usiadł naprzeciwko mnie.
-Witaj, to pewnie ty jesteś Deidara.
-Tak, a ty Kisame. Bardzo dziękuję, że zgodziłeś się ze mną spotkać.
-To nic takiego. Opowiadaj, w czym mogę Ci pomóc.
-Bardziej twojej pomocy potrzebuje Itachi.
-I-Itachi? - Jego złote oczy rozszerzyły się. - Coś z nim nie tak?
-Jest chory na białaczkę i potrzebuje dawcy. Jeżeli nie znajdzie się do końca miesiąca… umrze. Dlatego chcę Cię prosić, byś mu pomógł.
Kisame patrzył chwilę zszokowany, nim gorączkowo pokiwał głową.
-Oczywiście, tylko powiedz, w jakim jest szpitalu.
Odetchnąłem z ulgą i uśmiechnąłem się.
-Leży w szpitalu Konoha i dziękuję. Wcześniej próbowałem namówić Itachiego, by do ciebie zadzwonił, ale nie chciał.
-Rozumiem - westchnął smutno. - Rok temu pokłóciliśmy się. Oskarżał mojego kolegę o molestowanie, ale nie wierzyłem mu. Dopiero, gdy brat Itachiego powiedział mi, że Orochimaru próbował go zgwałcić, poczułem się głupio, nie wierząc mu.
-Rozumiem, myślał, że mu nie uwierzysz.
-Teraz to bez znaczenia. Dziękuję Ci, że mi powiedziałeś. Spróbuję pomóc i może uda mi się z nim porozmawiać.
-Dziękuję Kisame.
-Nie, to ja dziękuję.
Usiadłem na miejscu pasażera i spojrzałem na Sasoriego. On też na mnie spojrzał z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Przepraszam Cię, Dei. - Spojrzałem na niego zdziwiony. - Przepraszam, że nie rozumiałem twoich uczuć. Gdy Konan mnie oświeciła, wszystko zrozumiałem. - Przybliżył się do mnie, a ja zarumieniłem się. - Zrozumiałem, że ja też do ciebie coś czuję.
Pocałował mnie delikatnie, głaszcząc po plecach. Niepewnie oddałem pocałunek, zarzucając mu ręce na szyję. Byłoto dość niewygodnie, ale nie obchodziło mnie to. Gdy zabrakło nam tchu, odsuneliśmy się odrobinę, opierając o siebie nasze czoła.
-Wybaczysz mi za bycie idiotą?
Zaśmiałem się i cmoknąłem go w policzek.
-Wybaczam, idioto.
Subskrybuj:
Posty (Atom)